Jak nie oszaleć z tysiącem szmat?

Może Ci się również spodoba

6 komentarzy

  1. Lucyna Czerniawska napisał(a):

    Ela, bardzo lubię Twoje posty. Czytam i zastanawiam się, czy to o Tobie, czy o mnie, jeżeli o mnie, to skąd wiedziałaś, że tak mam? Podsumowując- wszystkie tak mamy, zbieramy, głaszczemy, gubimy, staramy się co jakiś czas segregować itd., ale mało kto umie to, tak fajnie opisać jak Ty. Pozdrawiam serdecznie.

  2. Ania Ploch napisał(a):

    Uśmiałam się nad całym wpisem i….. mina mi zrzedła gdy przypomniałam sobie, że dwa metry Kaufamana bialo-czarnej tkaniny (idealna wielkość na plecy jakiegoś quiltu, okazaja, MUSIAŁAM kupić) wylądowała wczoraj na stole do krojenia. Bo? Bo w szufladach się nie mieści 😀

  3. jolcia napisał(a):

    Co jakiś czas pojawia się i u mnie myśl: “Jak ogarnąć te szmaty, by nad nimi zapanować?” 😉 Mam ułożone kolorami. W szafkach, kartonach… Resztki wrzucam do kartonów. Staram się kolorami. No cóż… myślałby kto, że mam taki ład i porządek 😉 Hihiihiii… 🙂 To tylko chwilę po uporządkowaniu! Zaczynam następny projekt lub kończę coś co wieki wisiało nieskończone i… poszukiwanie trwa! A więc otwierają się kolejne “sezamy” ze skarbami, wszystko ląduje tu i tam… i znowu czas na prządki :)))) No.. ale… tak jak lubię szyć, tak samo lubię przeglądać, składać, układać te swoje szmaty! :))) No i jeszcze jedno! Określenie szmaty, wcale mnie nie drażni! Uwielbiam to słowo! 🙂 Pozdrawiam Elu i życzę byś osiągnęła to… czego się chyba nie da w naszym “fachu”, czyli p o r z ą d e k! 😉