Pierwsze koty za płoty – mój batik

Nasz projekt siostrzany, związany z farbowaniem tkanin, ma się bardzo dobrze. Karolina opisała już swoje wrażenia z wczorajszej “sesji”. Więc i ja śpieszę z doniesieniami.

Wczoraj udało nam się nieśpiesznie i w spokoju zrealizować jeden plan. Planowała i realizowała Karolina. Była to gradacja od niebieskości do różowości w dwóch tonacjach – jasnej i ciemnej. Fajnie to wymyśliła i fajnie zrealizowała.

handdyed

Batik? Batik!

Kiedy Karolina spokojnie i z rozmysłem realizowała plan, ja latałam jak kot z pęcherzem. U mnie nie było planu i rozmysłu tylko freestyle i improwizacja. Batik. Batik! No po prostu staję przy stole i robię 🙂 Trochę mnie poniosła fantazja, a trochę zawiodła pamięć. Batiku uczyła nas Małgorzata Karpowicz-Żochowska. I należało trzymać się tych nauk, a nie “freestyle i improwizacja”, bo to batikowi nie służy. Mój pomysł (bo plan to byłoby zbyt wielkie słowo) był taki, żeby nadmiarowe żółte tkaniny (z wiosennego farbowania) przefarbować niebieskim, czyli stworzyć jakiś odcień zielony, a metodami batikowymi pozostawić wzorek w kolorze żółtym. Wzorek miał być w stylu “pieczątkowym” – powtarzalny “nadruk”. Tyle chciejstw. A życie sobie. Skleroza i “jakośtobędziowanie”, i oto efekt:

batik

Nie żebym była jakoś szczególnie dumna. Raczej kronikarski obowiązek skłonił mnie do pokazania tej “szmaty”. Następna będzie lepsza. Mój apetyt na batikowanie się zaostrzył. Zgromadzę odpowiednie pieczątki (palce zanurzone w gorącym wosku źle znoszą takie traktowanie), poprawię technikę i następnym razem będzie lepiej 🙂

Z tych nadmiarowych żółtych zrobiłam też “zwykłe” farbowanie:

handdyed

I te szmaty mnie cieszą bardzo, bo mają mój ulubiony odcień pomiędzy niebieskim a zielonym.

I to by było na tyle doniesień z linii frontu na dziś. Pozdrawiam

podpis

 

ja z siostra farbujemy tkaniny

6 komentarzy “Pierwsze koty za płoty – mój batik”

Komentarze są wyłączone.