Noże krążkowe do patchworku

Temat rzeka. Duży wybór, z którym czasem nie wiadomo co począć.

Kontynuuję dziś wątek ostry. Poprzednio pokazałam swoje nożyczki, a dzisiaj noże krążkowe.
noże i nożyczki elazeman.pl

Jeden z pierwszych zakupów, które robimy, gdy zaczynamy zajmować się patchworkiem. Zwykle występuje w parze z matą samogojącą. I słusznie – bez maty nóż nie ma najmniejszego sensu.  Do kompletu warto mieć jeszcze linijki. Ale o matach i linijkach może innym razem.

noże krążkowe do patchworku elazeman.pl

Aktualnie mam trzy noże – widoczne na zdjęciu. Uwaga! Używam tylko jednego z nich – tego z podpisem E. Z. (jest podpisany, bo biorę go ze sobą na spotkania patchworkowe, a takich samych noży bywa tam więcej). Dlaczego ten? Ma wiele atutów.

  • Podoba mi się system chowania ostrza i zabezpieczania go w ten sposób przez przypadkowym skaleczeniem się. Mam obsesję na punkcie bezpieczeństwa i dlatego to dla mnie ważne. Mój poprzedni duży nóż miał otrze wysuwane tak, jak ten mały ze zdjęcia i ciągle czułam niepokój, że zostawię otwarte ostrze, a wtedy ja albo co gorsza KTOŚ się  skaleczy. Takie tam fiksy,
  • Łatwo kupić zapasowe ostrze (dostępne nawet w Castoramie) i równie łatwo je wymienić.
  • I co najważniejsze – działa bezproblemowo, ostrze chodzi równiutko i z odpowiednim “poślizgiem”.
  • Jest solidny – służy mi od kilku lat, a plastik zupełnie nie sprawia wrażenia zużytego.

Niektóre z tych punktów z góry mogłabym przekleić teraz opisując dwa pozostałe urządzonka. Więc dlaczego leżą sobie nieużywane?

Ten czerwony to model no-name prosto z promocji w Lidlu. Miał fajną cenę i MUSIAŁAM go kupić. Niby taki sam jak ten u góry, ale chodzi po materiale drogą pijaka. Ewidentnie ostrze lekko się gibie na boki w trakcie cięcia. Niestety, spowodowało to dyskwalifikację. Trzymam go, bo może w chwili wielkiej potrzeby będzie dawcą ostrza (jest w takim samym rozmiarze jak ,w tym nożu powyżej). O jakości plasików nie piszemy, bo nie ma o czym.

A co z maluchem? Ma ostrze wysuwane tak, jak nie lubię, ale go nie wyrzucam. Może kiedyś się przydać. Podobno nadaje się do ciecia po łuku znacznie lepiej niż ten duży. Nie sprawdzałam, bo ciecie po łuku to nie jest moja “specjalność”. Jakoś mnie nie ciągnie.

Te żółte sprzęty to produkty OLFA. I znowu, tak jak zresztą w przypadku nożyczek, to nie jest tak, że namawiam Was do kupowania akurat tej, a nie innej marki. Zwyczajnie – ja używam akurat takich sprzętów, choć wiem, że są inne równie dobre, a może lepsze? Jestem trochę “starej daty” – pozostaję wierna markom i sprzętom, które u mnie się sprawdziły. Choć warto być otwartym na nowości. Widziałam na przykład ciekawe rozwiązania dla osób z problemami zdrowotnymi, nie wspominając nawet o sprzętach dedykowanych osobom leworęcznym, bo to już standard.

Pozdrawiam
Ela

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *