I po wernisażu… w Wejherowie

Pewnie już widziałyście relację TU i TU, ale ja muszę i u siebie parę groszy wrzucić ku pamięci. Trwa wystawa patchworków w Wejherowie.

Po pierwsze…

…pod koniec przygotowań chodziłam na rzęsach i jeśli zdarzyło mi się kogoś zignorować, potraktować jakoś dziwnie – wybaczcie. Nie spodziewałam się takich emocji, takiej adrenaliny.  Przygotowanie dużej wystawy z pracami wielu osób jest jak slalom gigant na jednej narcie (i to bez kijków).  Teraz to wiem  🙂  Z drugiej strony otrzymałam taka dawkę wzmacniających leków: pozytywnych emocji,  radości i uśmiechów oraz podziękowań, że do wiosny mi wystarczy.  Dziś wiem więcej i paru rzeczy się nauczyłam.

Teraz prywata

Na wystawie wisi moja praca Gypsy Wife Quilt oraz dwa maluchy: Skrzynka jabłek i Araxa. A że towarzystwo doborowe, to ja jestem szczęśliwa! 

 

Fotki zrobił Jarek Kojder. Jarku! Bardzo dziękuję!

Dookoła wystawy…

…wydarzyła się masa rzeczy, o których na razie nie umiem z sensem opowiadać. Krótko o tym, co jeszcze: w lutym robimy warsztaty dla dzieci. Oczywiście warsztaty szycia patchworku. Już się przygotowuję, bo praca z dziećmi to nie przelewki.

 

Wystawę można oglądać do 14 lutego w Wejherowskim Centrum Kultury. Zapraszam!

Ela

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 komentarzy “I po wernisażu… w Wejherowie”