Baboki. Bo czasem coś nie wyjdzie

Baboki. Bo czasem coś nie wyjdzie

Kiedyś jeden pan śpiewał, że nie ma baboków. Są i mają się dobrze.

Nazywam babokami projekty nie do końca spełniające moje oczekiwania, mniej lub bardziej nieudane. I często z tej przyczyny porzucane w różnej fazie powstawania. W czasach wiecznej radości i samych sukcesów wręcz nie wypada mówić o tym, że coś mi się nie udało. No bo jak to tak: inne panie pokazują piękne prace, a u mnie baboki? Otóż są i nawet kiedy próbuję upchnąć je w szafie, to wyłażą. Tyle ich jest.

Niektóre baboki są nimi z powodu moich preferencji i nadmiernych oczekiwań. Generalnie stawiam sobie wysoko poprzeczkę (tak mi się wydaje) i czasem utykam z rzeczą obiektywnie rokującą, ale coś mnie w niej uwiera i klops. Leży toto w szafie. Inne przypadki to te, gdy serio coś zepsuję. No, nie da się obejść problemu. Jest błąd techniczny, być może do naprawienia, być może nie. Do największych porażek zaliczam farmer’s wife z zaczętym pikowaniem, które mi się “odwidziało”. Wypruwam je od roku…

Ten tydzień firmują baboki. W oczekiwaniu na przesyłkę z tkaninami do kończenia narzuty wymyśliłam sobie obrazek techniką konfetti. Coś jednak poszło nie tak i efekt dotychczasowy nie nie powala (na zdjęciu fragment)

Praca jest pewnie do uratowania, ale ja nie lubię akcji ratunkowych. Wyprułam już nawet  te elementy, które mi się najmniej spodobały i cisnęłam całość w kąt. Trafi do TEJ szafy? Jeszcze tego nie przesądziłam, bo temat obrazka bardzo mi pasuje i od dłuższego czasu planowałam taką rzecz.

W rozpaczy postanowiłam rozpoznać technikę stitch and slash. Eee, no nie, jednak nie dla mnie. Dobrze, że tylko próbkę zrobiłam, a nie płachtę metr na metr.

Z tego wszystkiego to najlepiej idzie mi ostatnio szycie ciuchów. W tym tygodniu kończę wiosenną bluzeczkę.

Model “w sam raz do pracy”.

Poza szyciem baboków i ubrań pracuję od kilku miesięcy nad dużym projektem związanym z patchworkiem. Tym razem nie szyję 🙂 Zajmuje mi to dużo czasu i energii i stąd moja  mniejsza aktywność w mediach społecznościowych. Mam nadzieję, że już w czerwcu będę mogła powiedzieć więcej  o tym projekcie. Na razie jest on tajny, więc już dziś nic więcej nie napiszę o nim.

Jak tam u Was? Są baboki, czy zawsze wszystko perfekcyjnie uszyte? Pozdrawiam
Ela

2 komentarzy

No pewnie, że są! Prym wiedzie słodka kołderka dla małej dziewczynki. Zamówili ją dziadkowie. Mieli duży wpływ na wybór kolorów, obrazków… Uszyłam, ale mdli mnie za każdym razem, gdy o niej pomyślę.

Są baboki 🙂 oczywiście. Moim babokem są log cabiny z rozpoczętej narzuty. Piękne materiały i… spiep…. Nie chciało mi się prasować. Wszystko pływa. Wypadają wyrzuty sumienia z szafy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sixteen − 10 =