Farbowanie tkanin do patchworków 2 komentarze


Ja z Siostrą, czyli farbowanie tkanin to cykl, który stanowczo wymagał odkurzenia. Nie żebym nie miała dość tkanin do szycia. Mam, ale farbowanie to też ciekawe doświadczenie.

Dwa dni spędziłyśmy na mieszaniu farb, nakładaniu ich na tkaniny na różne sposoby, a potem płukaniu i praniu. Nie obyło się bez niespodzianek. Tym razem niemiłych niespodzianek. Ale zacznijmy od początku.

Czerwcowe farbowanie tkanin do patchworków

Farbuję tkaniny razem z moją siostrą Karoliną. Tym razem przygotowałyśmy naprawdę dużo białej tkaniny, bo aż 16 mb. Zaplanowałyśmy co i jak, po czym zabrałyśmy się za farbowanie.  Wszystko szło super do czasu kiedy zabrałyśmy się za płukanie po farbowaniu. Czerwony kolor po prostu spłynął ze wszystkich kawałków. Wypłukał się także doszczętnie z fioletów i brązów. Nigdy dotąd nie spotkało nas coś takiego. Po dłuższej dyskusji uznałyśmy, że opakowanie farbki (było już otwierane i używane) musiało zwietrzeć/przeterminować się. Faktycznie stało co najmniej dwa lata, więc jest to całkiem możliwe. Otworzyłyśmy nowe opakowanie świeżutkiej czerwonej farby prosto ze sklepu i dalej wszystko poszło ok. Farbka trzyma się jak należy.

Mówiłam już, że nie lubię brązów?

Brązy mnie też nie lubią. Jak raz chciałam ufarbować tkaniny na brąz nastąpiła klapa.  Miałam zamiar używać ich do realistycznych obrazków – pnie drzew, listki jesienne – te sprawy, a tu nic z tego. Na szczęście inne kolory udało się nam uzyskać bezproblemowo. Udało się nam uzyskać ciekawe odcienie. Wyprane “do białej próbki” nie farbują, więc są gotowe do użytku. Nic tylko planować nowe quilty.

 

 

 

Czerwienie (za drugim podejściem):

A to szalone zabawy z wiatrem :

Pozdrawiam
Ela

 

 

 

 


2 komentarzy do “Farbowanie tkanin do patchworków

Komentarze są wyłączone.