Szycie z tkanin farbowanych indygo

W tym tygodniu sporo czasu spędziłam szyjąc. Ubrania. Patchworki na razie w odstawce. W przyszłym tygodniu będę się nimi zajmować, bo jadę na nasze “kolonie”.

Bardzo mi zależało, żeby len i batyst, który farbowałam indygo nie leżały w szafie, ale stały się użytecznymi ciuchami. Miałam tego sporo: 1,5 mb lnu z dodatkiem wiskozy i 3 mb batystu bawełnianego. Co do lnu długo się wahałam, w końcu stanęło na spodniach. Z resztek uszyłam spódniczkę dla mojej mojej małej siostrzenicy. Z batystu powstała sukienka – szmizjerka.

Spódniczki dla sześciolatki

Spódniczki powstały dwie. Jedna z lnu, o którym pisałam wyżej, a druga z zachomikowanej bawełny patchworkowej. Są proste – na gumce, ale za to obie z kieszonkami. Mam nadzieję, że właścicielka będzie zadowolona 🙂

Spodnie

Nie będzie zdjęć na modelce 🙂 Spodnie do zdjęcia zdjęłam z linki. Są jeszcze lekko wilgotne i niewyprasowane. Zresztą prasowanie lnu trochę mija się z celem. Spodnie są luźne, wręcz luzackie. Jedynym ciekawym akcentem są te szerokie mankiety u dołu. Noszą się świetnie (już sprawdzone). Zdaje mi się, że tegoroczne lato przehulam na niebiesko.

Sukienka

Bo sukienka też niebieska 🙂 Powstała z batystu bawełnianego. Długo zastanawiałam się co z niego uszyć. Właściwie nie chciałam sukienki. Jakoś tak się dzieje, że uszyte przeze mnie sukienki są zbyt eleganckie do noszenia na co dzień. Tym razem postanowiłam uszyć coś, co będzie mi służyło w codziennych sytuacjach.

Trochę się naszukałam wykroju, który spełnił by moje oczekiwania: prosta konstrukcja, podkreślona talia (źle wyglądam w “workach”) i luźny styl. W końcu znalazłam świetny wykrój na “sukienkę swobodną”. Wybrałam wersję B, ale trochę ją przerobiłam – dodałam listwę z guzikami do dołu. Rękawki są krótkie jak w wersji A, a dół został wydłużony o 20 cm. Do wykroju dołączona jest instrukcja, która niesamowicie ułatwiła mi szycie.

Tkanina jest nierówno wybarwiona. Trochę się tego obawiałam, bo może powodować niezamierzone iluzje 🙁 Chyba jednak jest ok. Na koniec wybrałam guziczki z masy perłowej (dziękuję Dorotko), które bardzo mi tu pasują. Jestem bardzo zadowolona z końcowego efektu. Zostało mi podłożenie dołu sukienki i można spakować ją do walizki.

Czy warto tak kombinować i samemu farbować tkaniny na ubrania? No można jeszcze zacząć od samodzielnego tkania! Lubię takie wariactwa. Kolory z natury mają swój urok nie do podrobienia. Myślę, że po udanym eksperymencie z ciuchami farbowanymi indygo będę myślała nad kolejnymi wybarwieniami. Jest w czym wybierać.

Pozdrawiam Was i biorę się za pakowanie wakacyjnej walizki. Oczywiście sukienka i spodnie jadą ze mną!
Ela

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *